Dolomity Seceda
Dolomity,  Europa,  Góry,  Włochy

Dolomity – Seceda, Lago di Braies i Tre Cime

Parę lat temu usłyszałam hasło „Dolomity” i pomyślałam: o! chciałabym tam pojechać. Jednak nie rozmyślałam o tym temacie za bardzo. Na wiosnę 2020 roku, już po moim powrocie do Polski z podróży z plecakiem po Azji i przesiedzenie w domu na kwarantannie, znajomy zbierał ekipę na wyjazd do Włoch, aby zrobić trekking w okolicach góry Seceda. Wrzuciłam hasło w wyszukiwarkę google images i tylko patrząc na pierwsze zdjęcie zdecydowałam: jadę! Za chwilę miałam już kupiony bilet w jedną stronę na koniec lipca 2020 roku.

W międzyczasie dogadywałam wyjazd na Tour du Mont Blanc i zaczynałam myśleć o Camino de Santiago. Szczęśliwie połączyłam wszystkie wyjazdy, nawet przedłużając tę podróż do 4 miesięcy, odwiedzając Francję, Hiszpanię, Portugalię Maltę i Grecję!. I tak wiedząc, że w Alpy jadę w większej ekipie zajęta byłam bardziej planowaniem TMB. O wcześniejszym wyjeździe wiedziałam tylko tyle: Seceda.

Dopiero po spotkaniu ze znajomymi już we Włoszech dowiedziałam się, że góra położona jest w Dolomitach i planujemy jeszcze inne trekkingi. Nie ma to jak ogarnięcie 😀 Ale najlepsze niespodzianki sprawia nam życie 🙂

Przylot do Bergamo

Do Bergamo w okolicach Mediolanu poleciałam z Polski z lotniska w Modlinie. Na miejscu wypożyczamy samochód, którym będziemy podróżować przez najbliższy tydzień. Jako, że część ekipy dolatuje kolejnego dnia z Wielkiej Brytanii udajemy się do Bergamo zasmakować włoskiej pizzy i lodów. Przy okazji zwiedzamy też malownicze centrum miasta położone na wzgórzu.

Dolomity: Seceda i Val Gardena

Pierwszego oficjalnego dnia wyprawy spotykamy się z całą ekipą przy lotnisku dopiero w okolicach południa. Stamtąd ruszamy na północny-zachód. Plan obejmuje dotarcie do doliny Val Gardena w Dolomitach. Stamtąd mamy ruszyć z namiotami w górę, tak aby rano obejrzeć wschód słońca na Secedzie (2519m).

Plan planem, a życie swoje. Późny start, poszukiwania butli z gazem i zakupy żywności przed wyjściem powodują, że do Val Gardeny docieramy dosyć późno. Planowany trekking nie jest długi, jednak nie widzieliśmy się ze znajomymi przez bardzo długi czas i pierwszy postój przy restauracji zamienia się w małą imprezę. Na szczęście właściciele pozwalają nam rozbić namioty na ich terenie. Dzięki czemu możemy pozwolić sobie na odrobinę luksusu w postaci na przykład łazienki i bieżącej wody. Zaczyna się ściemniać, a dookoła nas strzeliste szczyty. Przyroda jest tu niesamowita.

Budzę się zmarznięta, gdyż jest trochę zimniej niż przypuszczałam, że będzie. Jednak widok z namiotu wynagradza wszystko. Dookoła zielona trawa, pasące się owce i piękne łańcuchy górskie. Czekam na wyjście słońca zza gór, aby się trochę ogrzać.

Gdy upragnione słońce wychodzi robi się gorąco. Robimy kilka zdjęć i ruszamy w górę. Trekking jest krótki, jednak palące słońce robi swoje i na górę docieramy zmęczeni. Nagroda w postaci widoków jest w pełni zasłużona. Widok z Secedy jest niesamowity. W górach jest też sporo ludzi, gdyż można też tam dojechać kolejką.

Bliżej wieczoru miejsce pustoszeje, a my postanawiamy zostać na górze na noc. Oprócz nas jest tam tylko kilka osób. Jednak wokół góry zaczynają się zbierać chmury. Zaczyna grzmieć. Mamy dylemat gdzie rozłożyć namioty, jednak widmo zbliżającej się burzy przegania nas z grani do schronienia się pod dachem budynku kolejki. Burza przychodzi bardzo gwałtownie. Przez kilkadziesiąt minut wieje niesamowicie silny wiatr, pada deszcz, błyska i grzmi. Szczęśliwie opiekun kolejki wpuszcza nas do środka budynku i pozwala nocować na podłodze.

Po przeczekaniu bycia w centrum burzy wychodzimy podziwiać ten spektakl natury w dalszych rejonach. Będąc już w bezpiecznej odległości obserwujemy niesamowicie silne błyskawice.

Wschód słońca na Secedzie

Rano budzimy się przed godziną 5, aby spakować się i wyjść na grań. Wschód słońca jest niesamowity. Cały stres związany z burzą idzie w zapomnienie. Teraz liczy się piękno wschodu słońca i jego kolorów.

Po malowniczym spektaklu natury schodzimy do jednego ze schronisk na kawę i śniadanie. Następnie udajemy się do naszych wypożyczonych samochodów.

Dolomity: Lago Di Braies

Po 2 nocach na Secedzie mamy plan pojechać w kolejne malownicze miejsce – kościół w Santa Magdalena. Droga zajmuje kilka godzin, a przy okazji zwiedzamy miasteczko Bressanone. Po przerwie na pizzę i lody ruszamy do Santa Magdalena. Na miejscu ukazuje się urokliwie położony mały kościółek. Jednak dojście na działkę prowadzącą do niego kosztuje już kilka euro. Zawiedzeni wszechobecnym kapitalizmem ruszamy do jeziora Lago di Braies.

Jezioro położone jest na wysokości 1496m npm. Dojeżdżamy tam, z uwagi na dosyć późną godzinę samochodami. W środku dnia, z powodu swojej popularności, droga jest zamykana i do jeziora dostaniemy się autobusem.

Dodatkowo atutem jezior we Włoszech jest możliwość wykąpania się w nich (choć nie we wszystkich!). Dlatego też po 2 dniach spania na dziko wskakujemy do lodowatej wody. Przed nami piękne górskie szczyty, a kolor wody szmaragdowo-zielony. Po kąpieli udajemy się na około godzinny spacer wokół jeziora.

Wieczór się zbliża, a my zaczynamy szukać jakiegoś campingu. W pierwszych dwóch niestety nie ma już miejsc. Zdesperowani ruszamy do kolejnego znalezionego na mapie. Jednak ze względu na fakt, że dosyć szybko się ściemnia znajdujemy niewielki parking i polanę na której decydujemy się przetrwać tę noc.

Dolomity: Tre Cime di Lavaredo

Kolejnego dnia ruszamy na podbój szlaku wokół trzech wierzchołków zwanych Tre Cime. Już sama droga do Parku przebiega przez malownicze doliny. Mijamy kilka pięknie usytuowanych jezior. Tym razem mamy szczęście i znajdujemy ostatnie wolne miejsce na parkingu przed wjazdem do parku Tre Cime di Lavaredo. Istnieje też możliwość wjazdu pod same schronisko Rifugio Auronzo, jednak jest to opcja płatna. My zostawiamy samochód i ruszamy do góry na piechotę.

Pierwszy odcinek trasy prowadzi przez drogę asfaltową. Czasem możemy skrócić drogę wybierając stromą drogę przez las. Jednak podczas jednego z takich skrótów zbaczamy z trasy i gubimy obrany szlak. Na szczęście nadal idziemy w dobrym kierunku, jedynie po nieuczęszczanej przez nikogo poza nami drodze. Mamy niecodzienny widok na jedną ze ścian Tre Cime. Przez łąki i pastwiska wchodzimy na główny szlak wokół wierzchołków Tre Cime.

Główna trasa ma długość około 10 kilometrów i zaczyna się przy schronisku Rifugio Auronzo. Jest to dosyć łatwa trasa okrążająca trzy wierzchołki. My zbaczając ze szlaku pokonujemy trasę w odwrotnym kierunku niż większość turystów. Co ma swoje plusy bo jest ich na prawdę sporo.

Trasa jest przepiękna i bardzo różnorodna. Miejscami przypomina mi trekking z Nepalu. Skały, kamienie, brak roślinności. Z jednej strony otaczają nas wielkie przestrzenie, z drugiej wysokie strome ściany. Można tu spędzić cały dzień chodząc różnymi szlakami, podziwiając szczyty z każdej ze stron.

Po udanym trekkingu idziemy na obiad w schronisku i mamy nadzieję złapać jeden z autobusów zjeżdżających do położonego niżej parkingu. Niestety robi się coraz później i ostatni autobus nam ucieka. Ruszamy więc z dół na piechotę. Po około godzinie znajdujemy się przy samochodzie. Teraz pozostało tylko znalezienie campingu.

Tym razem na najbliższym campingu znajdujemy schronienie. Po raz pierwszy od kilku dni mamy dostęp do bieżącej wody! Dodatkowo końcówka lipca jest tu bardzo burzowa i po raz kolejny przeżywamy silną burzę pod namiotami. To już nasza ostatnia noc w Dolomitach.

Jezioro Garda

Ostatniego dnia ruszamy w stronę Bergamo. To ostatnie godziny, kiedy możemy rozkoszować się widokami i jazdą samochodem wśród magicznych Dolomitów. Po kilku godzinach drogi zatrzymujemy się na pizzę i wakacyjny relaks przy jeziorze Garda. Jest ono położone wśród pięknych górskich szczytów. Słońce świeci mocno więc z radością kąpiemy się w wodzie.

Po paru godzinach relaksu zajeżdżamy do Bergamo. Przed nami ostatnia noc w naszej dużej ekipie. Kolejnego dnia większość udaje się na lotnisko, a ja z Agatą ruszamy w kierunku granicy z Francją do Courmayeur na trekking wokół Mont Blanc – Tour du Mont Blanc.

Podsumowując w Dolomitach zakochałam się od pierwszego wejrzenia. To miejsce o niesamowicie pięknej przyrodzie, która jest łatwo dostępna dla każdego. Góry, jeziora i lasy oferują również wiele możliwości spędzania czasu. Od razu pojawiła się chęć powrotu, kolejnym razem może na via ferraty, których tu mnóstwo. Jeśli kochamy góry i przyrodę na pewno nie zawiedziemy się w Dolomitach. Te spektakularne widoki nie znajdują się aż tak daleko od Polski!

Jeśli ten post uważasz za przydatny i masz ochotę wesprzeć moje działania, możesz postawić mi kawę klikając w link poniżej. Dziękuję!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Podaj dalej:
fb-share-icon

Cześć! Mam na imię Zuza. Uwielbiam podróżować, chodzić po górach i ćwiczyć jogę. Moim ulubionym kierunkiem jest Hiszpania, przeszłam tam kilka dróg Camino de Santiago. Stworzyłam ten blog aby dzielić się swoimi doświadczeniami z podróży.

Jeden komentarz

  • Aga

    Czytałam z zapartym tchem co się dalej wydarzy. . Podróż pełna wyzwań, a do tego przepiękne zdjęcia. Włochy.. Chyba też się zakochałam?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

siedem − sześć =